Rozdział pierwszy
Niespodziewana wizyta Dumbledore'a
Kolejne lato zbliżało się nieuchronnie. Czuć było to w powietrzu jak i widać w kalendarzu. Szkoła ni stąd ni zowąd zeszła na dalszy plan a podwórka były zapełnione dzieciakami jednakże z okien w godzinach nocnych ludzie mogli dostrzec nastolatków pijących alkohol i głośno śmiejących się. Była to ta część miasta zapełniona nie szeregowcami ale blokami, lecz mimo wszystko każdy się znał. Tak czy siak wszyscy zajmowali się swoim życiem i nikt nie wtykał nosa w nie swoje sprawy, co bardzo cieszyło zawsze Amelie pewną trzynastoletnią dziewczynę, która mieszkała pomiędzy tymi wszystkim ludźmi kryjąc się ze swoją innością.
Jeśli by podsumować ukrywała to przed wszystkimi a nawet przed samą sobą próbowała.
Tego wieczora postanowiła zażyć trochę świeżego powietrza oczywiście mogła wyjść ze swoimi przyjaciółmi, ale wolała poskładać myśli i posiedzieć sama przynajmniej tym razem.
Wciąż tłoczyły jej się w głowie myśli on jutro tu wróci.
Oczywiście chodziło o dwa lata starszego brata Amelii-Toma, który kończy właśnie czwarty rok nauki w Szkole Magii I Czarodziejstwa w Hogwarcie i powróci do domu właśnie jutro.
Od ponad dwóch lat magia i cała otoczka była dla niej okrutnie traumatyczna.
Bowiem powinna była dostać list z przyjęciem do szkoły jednak...do dnia dzisiejszego (z niewiadomych przyczyn) go nie dostała. Jako dziecko nie okazywała szczególnie magicznych zdolności, więc kiedy nie dostała listu wszyscy zgodnie stwierdzili że jest charłakiem. Lecz nie znali prawdy bo wielokrotnie działy się niewytłumaczone zjawiska w jej otoczeniu. Jednak milczała tłumacząc sobie to 'przypadkiem'.Tak kontynuowała edukacje w mugolskiej szkole i należała do lubianych osób. Rodzice nie traktowali jej gorzej tylko dlatego że nie uczy się zaklęć i eliksirów zamiast fizyki i chemii. W prawdzie takie życie jej odpowiadało ale czasami albo właśnie wtedy kiedy przyjeżdżał jej brat czuła nieprzyjemny ucisk w brzuchu można byłoby to podpiąć pod zazdrość czy rozpacz.
Po dziesięciu miesiącach rozłąki z rodzicami zasypywał przez kilka tygodni całą rodzinę różnymi historiami z Hogwartu. Wie że nie powinna była tak reagować, ale nie potrafiła znieczulić się na ten temat. W wakacje najczęściej trzymała ze swoim tatą, który nie był czarodziejem i doskonale ją rozumiał. Jednak w zeszłe wakacje wszystko uległo zmianom kiedy Tom pojechał na noc do swojej dziewczyny;
Amelia zakradła się do jego pokoju otworzyła szufladę i wzięła do ręki jego różdżkę która wykonana została z pióra feniksa. Dotknęła ją i poczuła coś dziwnego jakby przepływający ją prąd wzięła jakąś przypadkową książkę od zaklęć wybrała jedno avis powodujące pojawienie się stada ptaków. Nie udało się to za pierwszym razem ale kierowała nią determinacja i upartość.
Amelia zakradła się do jego pokoju otworzyła szufladę i wzięła do ręki jego różdżkę która wykonana została z pióra feniksa. Dotknęła ją i poczuła coś dziwnego jakby przepływający ją prąd wzięła jakąś przypadkową książkę od zaklęć wybrała jedno avis powodujące pojawienie się stada ptaków. Nie udało się to za pierwszym razem ale kierowała nią determinacja i upartość.
Jednak skończyło się to na tym że przewróciła doniczkę z kwiatem i musiała posprzątać ziemie.
Była rozczarowana trochę, ale w jej dłoni różdżka zaczęła działać. Żałośnie i nieodpowiednio, ale jednak.
Była rozczarowana trochę, ale w jej dłoni różdżka zaczęła działać. Żałośnie i nieodpowiednio, ale jednak.
To była ta noc kiedy uświadomiła sobie że jest jedną z nich.
Tylko dlaczego została od świata magii odepchnięta i nikt jej nie chciał?
Oczywiście mogła o tym powiedzieć rodzicom że posiada zdolności a jej brat czy matka mogłaby przez sowę wysłać list w tej sprawie. Ale nie wiedziała co było gorsze zapomnienie o niej czy przekonanie innych że jest zwykła.
Następnego dnia Amelia spała do prawie południa korzystając z drugiego dnia wakacji po całym roku ciężkiej nauki.
Dzisiaj wszystko szło jej powoli a około pory obiadowej rodzice zapytali ją czy chciałaby z nimi pojechać po Toma na dworzec King's Cross.
Postanowiła to przełknąć i zachowywać się normalnie jak siostra po miesiącach rozłąki z bratem, ale przychodziło jej to z trudem. Dla niepoznania przy obiedzie zapytała go o oceny i czy coś ciekawego się działo od ostatniego listu jakiego mu wysłałam kilka tygodni temu.
Pospiesznie opuściła salon zmuszając się na uśmiech, ale jej serce krwawiło.
Wieczorem przyszedł do jej pokoju Tom i urządzili sobie krótką pogawędkę. Zaproponował jej wyjście razem z jego znajomymi. Jednak odmówiła, okłamując go.
Jeśli jest coś co zaczynała lubić coraz bardziej to przeglądanie jego szkolnych książek.
Te mugolskie były okropnie nudne i oklepane. Kiedy tylko wyszedł z domu krzycząc 'pa' od razu dorwała się do stosu książek leżących w jego biurku.
Zauważyła książkę od eliksirów przejrzała ją i zaciekawiło to co znalazła. Jak zahipnotyzowana wpatrywała się w przepis na eliksir felix felicis.
Serce jej podskoczyło do gardła kiedy usłyszała kroki koło drzwi. Kiedy tylko stwierdziła że nikt się nie kręci po domu natychmiast wyszła i wróciła do siebie trzymając po pachą książkę z eliksirami.
Tą noc spędziła z ową książką a że była wzrokowcem bardzo szybko zapamiętywała składniki i kolejność. Tak gdyby miało jej to się przydać.
Następnego dnia rano została obudzona przez ojca. Jęczała pod nosem chcąc spać dalej, ale ojciec nie ustępował.
-Kochanie, masz gościa nie pozwól mu czekać.
Ledwie przytomna staszczyła się z łóżka podchodząc do lustra czesząc włosy i przebierając się w coś normalnego.
Zeszła na dół w salonie jej rodziców herbatę popijał starzec o siwich długich włosach i równie tak samo długiej brodzie ubrany w dziwną niebieską szatę a na nosie miał okulary połówki.
-Dzień dobry, Amelio-powiedział wesołym tonem.
-Dobry?-odpowiedziała z dystansem patrząc na jego nietypowy wygląd.
-Słucham. -uśmiechnęła się w końcu.
-Usiądź skarbie możesz przeżyć szok.-poradziła jej mama, której ręce wyraźnie się trzęsły z ekscytacji lub z przerażenia.
-Pewnie zastanawiasz się dlaczego ktoś taki jak ja ma z tobą do pogadania. Otóż nazywam się Albus Dumbledore jestem dyrektorem Hogwartu szkoły do której chodzi twój brat Tom.
Słuchała coraz bardziej ciekawa z rosnącą nadzieją.
-Nie wiem czy wiesz ale w naszej szkole jest prowadzony spis nowo narodzonych czarodziejów nie robie tego osobiście a magiczne pióro. Niestety doszło do przykrego incydentu mającego miejsce 13 lat temu. Podczas pisania listów do uczniów z przyjęciem do szkoły przez profesor Mcgonagall twoje nazwisko omyłkowo ominęła.
To właśnie dlatego nie otrzymałaś listu który tak bardzo ci się należał.
Mówiąc to sędziwy starzec podał jej kopertę pamiętała jej wygląd ponieważ jej brat kiedyś otworzył taką samą.
Tym razem należał do niej.
Szanowna Pani Ferrars,
Mamy przyjemność poinformowania Panią, że została Pani przyjęta do Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwartcie. Dołączamy listę niezbędnych książek i wyposażenia.
Rok szkolny zaczyna się 1 września. Oczekujemy pańskiej sowy nie póżniej niż 31 lipca.
Z wyrazami szacunku,
Minerva McGonagall, zastępca dyrektora.
Nie zdążyła do końca przeczytać listu ponieważ zabrakło jej tchu.
-Naprawdę? Teraz?-mówiła z wyrzutem biorąc się w garść. -Przecież jestem tak mocno do tyłu powinnam być na trzecim roku a będę na pierwszym, poza tym tu jest moje miejsce.
-Decyzja spoczywa w twoich rękach do niczego cię nie zmuszam. Choć nie ukrywam że to Hogwart jest twoim miejscem, wkrótce twoja moc będzie niekontrolowana i będziesz czuła się źle w świecie mugoli.
-Trochę za późno. Nie zamierzam opuścić swoich przyjaciół, tutaj jest mi dobrze a jeśli zacznę naukę w pańskiej szkole nic nie umiejąc to przyniosę rodzinie tylko wstyd bo najprawdopodobniej nie trafie do ravenclawu jak mama czy brat. -mówiła tak szybko że zamieniło się to w potok słów.
-Nie zamierzam cię przekonywać. Zostawiam cię z tym samą więc przemyśl to. Poczekamy na ciebie 1 września jeśli się zdecydujesz.-uśmiechnął się krzepiąco wstając z miękkiego fotela.
-Dziękuje za wizytę-odparła z godnością powstrzymując swoje prawdziwe uczucia. Tak naprawdę nawet po tych dwóch latach powinna odczuwać radość z tego listu, tak przynajmniej zareagowałaby większość dzieciaków.
Starała się unieść dumą ale kiedy tylko się pożegnała poczuła się tak paskudnie jak wczoraj kiedy szczęśliwy brat wrócił w końcu do nich.
Cały długi letni dzień i noc toczyła bitwę w myślach. Wzięła kartkę i długopis by zapisać wszystkie za i przeciw.
Przeciw wyraźnie przeważała, ale nie poczuła się przez to spokojniej na duszy. Jednak przypomniały jej się słowa Dumbledore'a "wkrótce twoja moc będzie niekontrolowana i będziesz czuła się źle".
Mimo że pragnęła nauki w Hogwarcie to tak samo pragnęła mieć nadal dobry kontakt z rodziną i przyjaciółmi i to był największy dylemat.
Dopiero kiedy dochodziła czwarta nad ranem i powoli zamykały jej się oczy wtedy podjęła decyzję niezbyt świadomą ale za to słuszną.
Spróbuję.
Dzisiaj wszystko szło jej powoli a około pory obiadowej rodzice zapytali ją czy chciałaby z nimi pojechać po Toma na dworzec King's Cross.
Postanowiła to przełknąć i zachowywać się normalnie jak siostra po miesiącach rozłąki z bratem, ale przychodziło jej to z trudem. Dla niepoznania przy obiedzie zapytała go o oceny i czy coś ciekawego się działo od ostatniego listu jakiego mu wysłałam kilka tygodni temu.
Pospiesznie opuściła salon zmuszając się na uśmiech, ale jej serce krwawiło.
Wieczorem przyszedł do jej pokoju Tom i urządzili sobie krótką pogawędkę. Zaproponował jej wyjście razem z jego znajomymi. Jednak odmówiła, okłamując go.
Jeśli jest coś co zaczynała lubić coraz bardziej to przeglądanie jego szkolnych książek.
Te mugolskie były okropnie nudne i oklepane. Kiedy tylko wyszedł z domu krzycząc 'pa' od razu dorwała się do stosu książek leżących w jego biurku.
Zauważyła książkę od eliksirów przejrzała ją i zaciekawiło to co znalazła. Jak zahipnotyzowana wpatrywała się w przepis na eliksir felix felicis.
Serce jej podskoczyło do gardła kiedy usłyszała kroki koło drzwi. Kiedy tylko stwierdziła że nikt się nie kręci po domu natychmiast wyszła i wróciła do siebie trzymając po pachą książkę z eliksirami.
Tą noc spędziła z ową książką a że była wzrokowcem bardzo szybko zapamiętywała składniki i kolejność. Tak gdyby miało jej to się przydać.
Następnego dnia rano została obudzona przez ojca. Jęczała pod nosem chcąc spać dalej, ale ojciec nie ustępował.
-Kochanie, masz gościa nie pozwól mu czekać.
Ledwie przytomna staszczyła się z łóżka podchodząc do lustra czesząc włosy i przebierając się w coś normalnego.
Zeszła na dół w salonie jej rodziców herbatę popijał starzec o siwich długich włosach i równie tak samo długiej brodzie ubrany w dziwną niebieską szatę a na nosie miał okulary połówki.
-Dzień dobry, Amelio-powiedział wesołym tonem.
-Dobry?-odpowiedziała z dystansem patrząc na jego nietypowy wygląd.
-Słucham. -uśmiechnęła się w końcu.
-Usiądź skarbie możesz przeżyć szok.-poradziła jej mama, której ręce wyraźnie się trzęsły z ekscytacji lub z przerażenia.
-Pewnie zastanawiasz się dlaczego ktoś taki jak ja ma z tobą do pogadania. Otóż nazywam się Albus Dumbledore jestem dyrektorem Hogwartu szkoły do której chodzi twój brat Tom.
Słuchała coraz bardziej ciekawa z rosnącą nadzieją.
-Nie wiem czy wiesz ale w naszej szkole jest prowadzony spis nowo narodzonych czarodziejów nie robie tego osobiście a magiczne pióro. Niestety doszło do przykrego incydentu mającego miejsce 13 lat temu. Podczas pisania listów do uczniów z przyjęciem do szkoły przez profesor Mcgonagall twoje nazwisko omyłkowo ominęła.
To właśnie dlatego nie otrzymałaś listu który tak bardzo ci się należał.
Mówiąc to sędziwy starzec podał jej kopertę pamiętała jej wygląd ponieważ jej brat kiedyś otworzył taką samą.
Tym razem należał do niej.
Szanowna Pani Ferrars,
Mamy przyjemność poinformowania Panią, że została Pani przyjęta do Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwartcie. Dołączamy listę niezbędnych książek i wyposażenia.
Rok szkolny zaczyna się 1 września. Oczekujemy pańskiej sowy nie póżniej niż 31 lipca.
Z wyrazami szacunku,
Minerva McGonagall, zastępca dyrektora.
Nie zdążyła do końca przeczytać listu ponieważ zabrakło jej tchu.
-Naprawdę? Teraz?-mówiła z wyrzutem biorąc się w garść. -Przecież jestem tak mocno do tyłu powinnam być na trzecim roku a będę na pierwszym, poza tym tu jest moje miejsce.
-Decyzja spoczywa w twoich rękach do niczego cię nie zmuszam. Choć nie ukrywam że to Hogwart jest twoim miejscem, wkrótce twoja moc będzie niekontrolowana i będziesz czuła się źle w świecie mugoli.
-Trochę za późno. Nie zamierzam opuścić swoich przyjaciół, tutaj jest mi dobrze a jeśli zacznę naukę w pańskiej szkole nic nie umiejąc to przyniosę rodzinie tylko wstyd bo najprawdopodobniej nie trafie do ravenclawu jak mama czy brat. -mówiła tak szybko że zamieniło się to w potok słów.
-Nie zamierzam cię przekonywać. Zostawiam cię z tym samą więc przemyśl to. Poczekamy na ciebie 1 września jeśli się zdecydujesz.-uśmiechnął się krzepiąco wstając z miękkiego fotela.
-Dziękuje za wizytę-odparła z godnością powstrzymując swoje prawdziwe uczucia. Tak naprawdę nawet po tych dwóch latach powinna odczuwać radość z tego listu, tak przynajmniej zareagowałaby większość dzieciaków.
Starała się unieść dumą ale kiedy tylko się pożegnała poczuła się tak paskudnie jak wczoraj kiedy szczęśliwy brat wrócił w końcu do nich.
Cały długi letni dzień i noc toczyła bitwę w myślach. Wzięła kartkę i długopis by zapisać wszystkie za i przeciw.
Przeciw wyraźnie przeważała, ale nie poczuła się przez to spokojniej na duszy. Jednak przypomniały jej się słowa Dumbledore'a "wkrótce twoja moc będzie niekontrolowana i będziesz czuła się źle".
Mimo że pragnęła nauki w Hogwarcie to tak samo pragnęła mieć nadal dobry kontakt z rodziną i przyjaciółmi i to był największy dylemat.
Dopiero kiedy dochodziła czwarta nad ranem i powoli zamykały jej się oczy wtedy podjęła decyzję niezbyt świadomą ale za to słuszną.
Spróbuję.
Komentarze
Prześlij komentarz